Kiedy usłyszysz TO u dietetyka – uciekaj

Chociaż dietetyk to specjalista, którego obowiązują różne zasady, między innymi Normy Żywienia Człowieka czy rekomendacje WHO, to jednak wbrew pozorom – zalecenia można interpretować w różny sposób, a nawet najlepsze normy obejmują nie 100%, a 97,5% społeczeństwa (panie Gauss, dziękujemy panu)… Stąd wśród dietetyków tworzą się różne obozy, a sami dietetycy są w stanie walczyć na śmierć i życie o to, czyja racja jest najbardziej racją.

Dzieje się tak między innymi dlatego, że dietetyka wciąż rozwija się bardzo dynamicznie i w dużej mierze opiera na wynikach badań, które, o ironio, często są sprzeczne lub nie dość jasne, a ostatnim zdaniem w większości opracowań jest magiczne „Potrzebne są dalsze badania” albo „Odpowiedzi nie są jednoznaczne”…

Taka jest właśnie dietetyka. Jednak są takie sytuacje, w których nie powinno być żadnych wątpliwości, że dietetyk mówiąc brzydko – puszcza ściemę grubszą niż najgrubsza tkanka tłuszczowa, jaką da się uchwycić fałdomierzem… Dlatego jeśli usłyszysz TO u dietetyka – podziękuj ładnie lub nie i szybko uciekaj! Gdzieś, gdzie nie zrobią Ci krzywdy…

Trzeba pozbyć się nadmiaru wody

Uuu… Kiedy słyszę coś takiego od pacjenta, albo czytam zwierzenia innych dietetyków, co im powiedzieli ich pacjenci – no nóż mi się w kieszeni otwiera. I to nie przeciętny motylek z bazaru, a prawdziwa maczeta!

Można mieć tkankę tłuszczową w normie, można mieć za małą (bo narażasz się wtedy na choroby), można mieć też za dużą (bo też narażasz się wtedy na choroby). Ale jeżeli chodzi o nawodnienie – możesz mieć niskie, w normie lub wysokie… Czy to różnica? TAK! Bo za duże nawodnienie, inaczej przewodnienie czy nadmiar wody w organizmie – jest stanem zagrożenia życia, a jego pierwszym objawem – obrzęk mózgu… Więc jeżeli jesteś w stanie to czytać lub jesteś w stanie dotrzeć do dietetyka o własnych siłach – uwierz mi, nie jesteś przewodniony i nie trzeba Cię odwadniać!

Skąd więc taki szalony pomysł?

Sytuacja jest równie prosta, co tragiczna… Otóż ilość wody w naszym organizmie podlega najszybszym zmianom. Jeżeli dietetyk chce pokazać pacjentowi „Zobacz, po tygodniu mojej fantastycznej diety masz już X kilo mniej” – najprościej go po prostu odwodnić :/ W ten sposób ilość kilogramów faktycznie spada bardzo szybko, ale konsekwencje dla pacjentów mogą być naprawdę tragiczne…

Dlaczego?

No bo co złego może być w tym, że staniesz się trochę rodzynką, żeby wbić się w najlepszą letnią kieckę? Woda to życie – banał, ale prawdziwy. Składamy się głównie z wody. W środowisku wodnym zachodzą wszystkie przemiany naszego organizmu. Brak wody = brak efektywnych przemian, czyli także gorsze spalanie tkanki tłuszczowej (!!!), gorsza budowa mięśni, trawienie, termoregulacja, oczyszczanie organizmu… Mogłabym tak jeszcze długo. Po prostu odwodnienie, zwłaszcza zewnętrznie sterowane przez „specjalystę”, to pierwszy krok do tego, aby skutecznie i niestety często na długi czas – doprowadzić do kompletnego rozregulowania organizmu… A najbardziej, najbardziej cierpią na tym NERKI, a nerki masz tylko jedne, to znaczy dwie 😉 ale lepiej ich sobie nie popsuć dla byle sukienki…

Smutna rzeczywistość

W ciągu całej „kariery” (hehe) dietetyka zdarzyło mi się dosłownie KILKU pacjentów z wysokim nawodnieniem. Były to osoby prowadzące wyjątkowo zdrowy tryb życia, osoby szczególnie wysportowane albo takie, u których tkanka tłuszczowa stanowiła bardzo niewielki % organizmu, więc naturalną konsekwencją był u nich bardzo wysoki % wody. Zazwyczaj okazuje się jednak, że nawodnienie jest na poziomie przeciętnym lub niskim. U większości pacjentów trzeba wręcz podkreślać konieczność zwiększenia ilości płynów w diecie – jest to jedna z najczęściej udzielanych porad…

A porada, że pierwszym krokiem do odchudzania jest odwadnianie? Lepiej uważajcie na moją maczetę…

30 komentarzy “Kiedy usłyszysz TO u dietetyka – uciekaj”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *