Jak być w szpitalu i… nie zwariować? Część II

W poprzedniej części dzieliłam się z Tobą moimi przemyśleniami, jak podczas szpitalowania zadbać o swoje względnie dobre samopoczucie psychiczne… Teraz dowiesz się natomiast…

Czego robić nie polecam?

W tej części padnie chyba więcej NIE, niż napisałam do tej pory we wszystkich swoich tekstach razem wziętych. Pewnie mogłabym też wszystkie te punkty przerobić na pozytywny przekaz, co zawsze bardzo popieram, ale tym razem czuję, że NIE jest tutaj jak najbardziej na miejscu.

To pierwsza strona ulotki, którą znalazłam kiedyś na noworodkowym OIOM-ie. Ciężko z tym dyskutować…

Nie zamartwiaj się

Nie zastanawiaj, co można było zrobić, albo czego można było nie robić. Stało się, a takie rozmyślania mają sens tylko wtedy, gdy wyciągniesz wnioski, a potem już zostawisz to wszystko za sobą. Raz. Na. Zawsze. To sprawia tylko, że marnujesz swoją cenną energię, którą można byłoby wykorzystać na działania dla lepszej przyszłości. Jak oklepany nie byłby to tekst – kierunek w życiu jest tylko jeden, DO PRZODU.

Nie dawaj się nakręcać

Nie bój się powiedzieć „Daj mi spokój z tymi głupotami”. Jeżeli nie chcesz o czymś w danym momencie rozmawiać, bo czujesz, że to tylko bardziej Cię denerwuje, nie rozmawiaj. Dla mnie takimi tematami było na przykład snucie planów o jakichś nie wiadomo jakich terapiach dla mojego Bobona, które na szczęście w miarę przytomnie zbywałam. Jak okazało się później, całkiem słusznie. Nie chodzi mi jednak o zaprzeczanie pewnym problemom – jeżeli problem jest, oczywiście warto w miarę możliwości i bez względu na Twoje złe samopoczucie go rozwiązać, ale jeżeli problem tylko potencjalnie może wystąpić… Naprawdę, rozwiązuj po kolei te kwestie, które wymagają rozwiązania natychmiast, a pozostałe, przypuszczalne problemy – rozwiążesz, kiedy faktycznie wystąpią.

Nie dawaj sobą manipulować

Tak jak wspominałam na początku tego wpisu – czasem Twoja rodzina może bardziej przeżywać Twoją hospitalizację niż Ty sam. To może być bolesne, ale może też otworzy Ci oczy: porządnie się zastanów, czy Twoi bliscy chcą dobrze dla CIEBIE, czy jednak dla SIEBIE??? Nie doszukuj się w tym żadnych spiskowych teorii, bo oni sami mogą mieć poczucie, że doradzają Ci jak najlepiej. Ale kierując się niestety swoimi obawami, a nie Twoimi potrzebami.

A jakie są Twoje potrzeby, wiesz tylko Ty, a tym skuteczniej będziesz mógł się nad nimi zastanowić, im szybciej zaczniesz wspierać swoją psychikę Obłożnika, zamiast robić sobie w głowie piątą kolumnę.

Kilka szczerych słów na sam koniec (uwaga jeden bluzg)

Podczas pierwszego długiego obłożnictwa martwiłam się strasznie. Byłam jedną wielką kulką nieszczęścia. A nie miałam Bobona, który tęskni teraz za swoją Mamuną, nie miałam fajnych zleceń, z których teraz po kolei będę musiała rezygnować, a do tego była paskudna zima, której łatwiej było nie oglądać, niż tego pięknego, trwającego właśnie lata. No i tamta mała Fasolka była dużo, dużo większa i miała dużo większe szanse na zdrowie i życie, niż ma ta mała Fasolka teraz. A jednak dziś jest mi dużo lepiej niż wtedy, bo chociaż właśnie pukam do drzwi tego włazu pod metrem mułu, to jestem o wiele lepiej przygotowana, żeby solidnie wpierdolić temu, co się za tym włazem kryje.

I tym optymistycznym akcentem kończę na razie mój Szpitalny Poradnik Obłożnika, życząc Ci wiele nadziei i wytrwałości w walce z każdym życiowym wyzwaniem, zdrowotnym albo innym. Buziaczki i zapraszam do poczytania również weselszych wpisów!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *