Jak być w szpitalu… i nie zwariować? Część I

Gdy trafiłam do szpitala po raz pierwszy, towarzyszyły mi przede wszystkim szok i niedowierzanie, a w dalszej kolejności strach, strach i jeszcze raz strach. Najgorsze, że nie o mnie, a życie i zdrowie mojego jeszcze wtedy nie narodzonego Bobona, czyli małej Fasolki. Teraz jestem trochę starsza, trochę (no może nieco mniej niż trochę) mądrzejsza, ale na pewno dużo bardziej bogata w doświadczenia. A te nauczyły mnie, że na samym dnie są jeszcze zdradliwe wodorosty, pod nimi metr mułu, a pod mułem tajny właz do podziemnego kompleksu totalnej beznadziei. Co z tego wynika? Niestety to, że zawsze może być gorzej, więc póki nie jest – warto zrobić wszystko, żeby było lepiej, albo chociaż się na to gorzej przygotować.

Średnio to tutaj widać, bo pralki robią lepsze zdjęcia niż mój telefon, ale to… Tęcza! Widziana ze szpitalnego okna.

A możesz to zrobić, dbając nie tylko o swoje zdrowie fizyczne, a również o samopoczucie psychiczne, co często jest nawet ważniejsze. Na podstawie moich niewesołych doświadczeń chcę podpowiedzieć Ci, co warto dla tej swojej kruchej psychiki, a czego na pewno nie polecam.

Co robić, aby w szpitalu nie zwariować?

To są według mnie takie cztery najważniejsze punkty, które pomogą utrzymać psychiczną równowagę.

Zapewnij sobie pomoc i wsparcie – bliskich, znajomych, a nawet psychologa czy księdza

Twoja choroba czy sytuacja zdrowotna może być dla najbliższych równie trudna, a może nawet trudniejsza, co dla Ciebie. Jednocześnie, mogą nie mieć po prostu siły i umiejętności, aby skutecznie Ci pomóc, co może postawić między Wami niepotrzebny mur niezrozumienia i wyrzutów. Dlatego nie bój się porozmawiać z kimś, kto rozmawiać potrafi zawodowo – na przykład z psychologiem czy właśnie duszpasterzem. Inną alternatywą są grupy wsparcia osób w podobnej do Twojej sytuacji, chociażby na fb. Niektóre z nich wprowadziły już jakiś czas temu możliwość publikowania swoich wyznań anonimowo, co dodatkowo może zapewnić Ci poczucie bezpieczeństwa, że Twojego wpisu nie zobaczy jakaś przypadkowa sąsiadka czy chociażby znajoma z korpo. Ja niejednokrotnie wygadywałam się na różnych mamusiowych grupach dla kobiet, w swoim życiu dwa razy korzystałam również z telefonu zaufania i te dwie kilkuminutowe rozmowy faktycznie bardzo mi pomogły.

Utrzymuj kontakt ze światem zewnętrznym

Możesz mieć poczucie, że TY masz najgorsze problemy tego świata i zmiana pracy przez koleżankę, nowa sukienka siostry czy nowy pies brata są zupełnie nic nie znaczącymi drobnostkami, ale naprawdę warto o nie zapytać, posłuchać, porozmawiać. Zamykanie się w bańce obchodów, badań, wyników, diagnoz – prowadzi tylko do poczucia co raz większego wyobcowania, a ostatecznie totalnej fiksacji. Taka sytuacja przytrafiła mi się za drugim pobytem w szpitalu, gdy pacjentem nie byłam już ja, a mój mały Bobon, co skończyło się tym, że gdy w końcu wychodziliśmy ze szpitala, byłam totalnym wrakiem człowieka.

Dbaj o redukcję stresu. Pozwól sobie na relaks, szczególnie w tych trudnych warunkach

Nawet jak masz poczucie, że przecież leżysz i nic nie robisz, na swoim przykładzie wiem, że tępe patrzenie w sufit nie ma nic wspólnego z odpoczynkiem. Zwłaszcza, gdy rozmyślasz o samych złych rzeczach, swojej nieszczęśliwości i tym podobnych bzdetopierdołach. Przyznam Ci się do jednej z najbardziej wstydliwych dla mnie ostatnio rzeczy – obecnie pasjami oglądam po odcineczku Żon Hollywood tak ze dwa razy dziennie, serialu na którego normalnie nawet bym nie spojrzała, ale teraz pozwala mi skutecznie oderwać myśli. Więc jak głupia ta Twoja szpitalna rozrywka by nie była, jeżeli tylko pozwala Ci zebrać siły na kolejny trudny, a często i bolesny dzień – oglądaj, czytaj, szydełkuj, rób cokolwiek, co da Ci psychicznie odpocząć.

Odpuść sobie i daj się wyręczyć

Ktoś oferuje Ci pomoc? Korzystaj! Bo taka okazja drugi raz może się nie powtórzyć. Ktoś chce Cię odwiedzić? Zapraszaj! Nawet jeśli leżysz, wyglądasz według siebie jak przysłowiowa kupa, te odwiedziny naprawdę mogą Ci pomóc. A że potem koleżanka będzie opowiadać innym znajomym „Ej, ta Magda to tragicznie się prezentuje, włosy tłuste, skóra i kości, słaba i blada…” – serio, nie masz teraz poważniejszych problemów? Wiesz, że będzie tak mówić, czy tylko sobie wyobrażasz? A nawet jeśli, im dłużej leżysz, tym większa szansa, że przed Twoim powrotem „do świata” i tak wszyscy o tym zapomną…

Jeśli chcesz dowiedzieć się, czego robić nie polecam, zapraszam Cię na kontynuację tego wpisu, bo popłynęłam w nim jak rzadko kiedy. Jest nawet optymistyczny akcent na sam koniec!

10 komentarzy “Jak być w szpitalu… i nie zwariować? Część I”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *