Gdzie jestem, jak mnie nie ma?

Kwiecień na mojej stronie-blogu upłynął pod znakiem… pustki 😉 Co jakiś czas, a zdarza się to częściej niż rzadziej, staję przed wyzwaniem przeorganizowania mojego życia, zarówno zawodowego, jak i osobistego. Tak to już u mnie jest, że niby nie dzieje się nic, a jednak wszystko zmienia się szybciej niż w kalejdoskopie :O

Kilkudniowy świąteczny wyjazd spontanicznie przerodził się w przeprowadzkę za miasto, w tym co miałam na grzbiecie i z tym, co akurat wydało mi się przydatne na 2-3 dni pobytu poza domem. Dla mnie fajnie, bo nasze powiślańskie lokum, wraz z powrotem sezonu wisełkowo-imprezowego, klimatem znów bardziej przypomina nadmorski kurort tuż przy samym deptaku, niż skromne mieszkanko w bloku, w którym można spokojnie wyspać się przy otwartych oknach 😉 Dla Bobona też fajnie, bo ma gdzie biegać, ma psy, koty i robaki do zbierania z podwórka, a także – co już podoba mi się znacznie mniej – mnóstwo schodów, po których można ćwiczyć wchodzenie i schodzenie po kilkadziesiąt (albo kilkaset) razy dziennie…

Dla mojej pracy? Bez zmian, bo przecież jestem zdalnym dietetykiem, a jak trzeba gdzieś pojechać, to nie ma problemu, pociąg jest zaledwie dwa kilometry od domu, tylko trochę dalej niż sklep 😉

Ale zaraz, zaraz – to w końcu skąd ta pustka, skoro nie wyniosłam się na księżyc, tylko na całkiem funkcjonalną wieś? No a stąd, że przede wszystkim zajmowało mnie…

Spanie

Nie będę ukrywać, że to zajmowało mnie najbardziej 😉 Nadszedł po prostu taki moment, że zamiast pracować w typowych dla mnie godzinach, czyli bardzo wcześnie rano i wieczorem oraz podczas bobońskich drzemek – już około 18 padałam na twarz i marzyłam, żeby wreszcie położyć się spać, a rano miałam poczucie, że nie wstaję, a zmartwychwstaję… Drzemki Bobona też stały się doskonałą okazją do tego, aby jeszcze, jeszcze chociaż trochę dospać. Co mnie tak zmęczyło? Chyba wszystko, ale spoko, po miesiącu czuję, że chyba w końcu się wyspałam, co za ulga 😉

Życie na mymłonie natury

W 30-sto metrowym mieszkaniu zdecydowanie prościej się zorganizować, żeby wyszarpać kilka chwil na szybkiego posta, akapit wpisu, czy chociaż pół sekundy na wrzucenie linka do strony podczas jakiejś promocji… W ogrodzie, na polu czy w lesie jest już znacznie trudniej, zwłaszcza gdy telefon przedpotopowy, a żaden z dostępnych komputerów nie trzyma na baterii dłużej niż… w sumie nie trzyma w ogóle! A przecież Bobona w domu nie będę trzymać tylko dlatego, że matce przyszło do głowy być aktywną zawodowo 😉 Ach, życie to faktycznie sztuka wyborów 😉

Ciężką pracą i nauką

Do tego wszystkiego, wcale nie mogłam narzekać na brak pracy i innych ciekawych aktywności. Kiedy znalazłam na to czas? Nie wiem, sama się zastanawiam, chyba gdzieś pomiędzy tym spaniem, a tym łażeniem po naturze… Ale przede wszystkim dzięki tej ogromnej pomocy zwanej Drugim Rodzicem, bez którego… no, nawet wolę sobie nie wyobrażać CO 😉 Na pewno nie zdalna praca łączona z bobońskim niańczeniem, ani wieś, ani wyjazdy do miasta na pracę, ani beztroskie spanie, gdy to Bobonowi udawało się uśpić mnie, a nie na odwrót 😉

I tak minął kwiecień…

…podczas którego mimo pustki w blogowych wpisach, wciąż gdzieś tam byłam, pracowałam w moich cateringach, piałam artykuły, tworzyłam raporty, prowadziłam warsztaty… A nawet zabrałam się za rozwój mojej działalności, w postaci dodatkowych szkoleń, których niestety jeszcze nie udało mi się skończyć, ale może już w maju 😉 Tylko jakoś tego czasu na posty i życie w internetach trochę brak – ale czy to faktycznie aż tak źle? 😉

8 komentarzy “Gdzie jestem, jak mnie nie ma?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *