Co zabrać do szpitala na „pierwszy rzut”?

Biorą Cię do szpitala, czasem z marszu, czasem pozwolą wrócić po rzeczy do domu. A czasem nawet dopiero następnego dnia, gdy wiadomo, że raczej przez jedną noc nic złego (gorszego) się nie wydarzy. Albo, jak teraz w moim przypadku, nawet jeśli coś się stanie, to i tak Ci już nie pomogą… Przykre, ale prawdziwe.

Opaska – znak przynależności do szpitala. Jak już ją dostaniesz, to nie ma odwrotu…

Co zabrać, wpadając w panice do domu czy dzwoniąc do rodziny z wesołym „Hejka! No jestem w szpitalu…”? Dietetyk radzi z dietetycznego punktu widzenia. Ja za każdym razem o czymś zapominam, więc ta lista chyba się przyda…

Sztućce, czyli łyżka do zupy, nóż obiadowy, widelec, łyżeczka do herbaty

Niby na większości oddziałów są jakieś zapasowe, ale w dobie cateringów i braku kuchni szpitalnych nie jest to takie oczywiste. Poza tym, możesz trafić na miły i uczynny personel, a możesz trafić na pańcię mówiącą z fochem… „No dam Pani ten drogocenny widelec, ale proszę nie zgubić i wypolerować przed oddaniem, a i pocałowanie w rękę by się przydało”. Niestety, nigdy nie wiesz, a uwierz mi, że wszelkie fochy i foszki w takiej sytuacji są Ci kompletnie niepotrzebne. A jak jesteś tak delikatnego konstruktu jak ja, naprawdę potrafią zaboleć jak najgorsza obelga.

Kubek z uchem, koniecznie. A najlepiej dwa

Kierowana jakimiś melancholijnymi przesłankami, wzięłam sobie kubek bez ucha. Dostałam go na 21-wsze urodziny pod klubem Medyk od poznanego przez Internet znajomego. A pod klubem dlatego, że nie chcieli wpuścić do środka jego niepełnoletniej dziewczyny, ach, te historie mojej młodości. W każdym razie, bez względu na jego wartość sentymentalną, okazał się wprost beznadziejnym wyborem na szpitalne warunki… No nie pomyślałam, że gdy ja będę sunąć korytarzem w typowo obłożniczym tempie, wrzątek w kubku skorzysta z praw fizyki i nagrzeje go do bliskich sobie temperatur. Dlatego z uchem. A dwa, bo czasem popijasz sobie ulubioną kawkę na sojowym, a tu trzeba leki wodą popić, albo kompot przyjechał i takie tam szpitalne historie.

Talerz

Na ciasto od rodziny, na drugie śniadanie albo drugą kolację. Nawet dla mnie, a zazwyczaj kładę się spać z kurami, szpitalna kolacja o 17:30 lub wcześniej to jednak trochę przesada. Podobnie jak sztućce, talerze są towarem deficytowym. Trzeba je oddawać po każdym posiłku (przynajmniej w „moim” szpitalu tak jest), a brak zwrotu talerza może oznaczać dla Ciebie… W najlepszym przypadku kolejne zbędne foszki, a ich jak już wiesz, warto unikać.

Przekąski i suchy prowiant oraz napoje

Nawet „pilne” przyjęcie do szpitala, czasem okazuje się trwać 3, 4, albo 6 i więcej godzin, zanim cała szpitalna machina przemieli Cię przez poczekalnię do izby przyjęć, izbę przyjęć, poczekalnię do wstępnego wywiadu, wywiad wstępny, poczekalnię do wstępnych badań, badania wstępne, poczekalnię do lekarza, w końcu wywiad właściwy i badania lekarskie… Myślisz, że to koniec? Nie, potem jeszcze oczekiwanie na przyjęcie na oddział, oczekiwanie na ewentualne przygotowanie Ci lóżka, czyli zmianę pościeli po poprzednim pacjencie, a wtedy… Wtedy faktycznie, prawdopodobnie, już będzie można położyć się w szpitalu i zostać w końcu Obłożnikiem-Szpitalnikiem. Hurra!

Ja miałam dużo szczęścia, bo zarówno za pierwszym, jak i za trzecim razem towarzyszyła mi mama, dzięki której mogłam chadzać do łazienki bez obawy, że nagle mnie zawezwą i minie moja kolejka, a cały proces trwał zaledwie około 4 godzin. Ale uwierzcie mi, nie każdy ma tyle farta… A za drugim, cóż – sprawa była NAPRAWDĘ pilna, bo wpuścili mnie na porodówkę „z ulicy”, we własnych ciuchach, a Bobona urodziłam mając na sobie jeszcze obie skarpetki i jeden but, bo już nie było czasu go zdjąć! I chwała wszystkim obecnym tej nocy na dyżurze, bo inaczej urodziłabym w tej wspomnianej już poczekalni, przyrzekam.

Ale wracając do tematu – przekąski i suchy prowiant są niezbędne, aby mieć na to wszystko siłę, podnieść sobie cukrem morale czy nie paść z nudów, zanim dobije Cię Twój stan zdrowia (na co dzień nie popieram takiego jedzenia, ale losie, co można robić czekając tyle godzin). Niestety, nie zawsze sklepik szpitalny będzie otwarty czy automat z kawą czynny (i z widokiem na którąś z Twoich aktualnych kolejek). To jednak nie wszystko!

Nie licz na to, że jak już będziesz na swoim oddziale, za chwilę wpłynie do Twojego pokoju talerz z parującym obiadem czy innym wzmacniającym posiłkiem… Pory karmienia to pory karmienia, albo się załapiesz, albo nie. Ja miałam bardzo różnie, raz pierwsze jedzenie dostałam po 14 godzinach od przyjęcia (było tuż po kolacji, więc niestety, życióweczka), a raz już po dwóch, bo akurat było tuż przed obiadem. Do tego wcześniej posiliłam się porzuconym śniadaniem wypisanej właśnie pacjentki, więc naprawdę nie było źle. Tylko ciii, bo jeszcze mnie wyrzucą za to śniadanie poza przydziałem…

A jaki prowiant i przekąski warto wybrać, możesz przeczytać w części drugiej mojego Szpitalnego Poradnika Obłożnika, do czego serdecznie Cię zapraszam, chociaż pobytu w szpitalu wcale Ci nie życzę… Chociaż w sumie… Czasem lepiej być w szpitalu, niż usłyszeć, że „Pani to już pójdzie do domu i co by się nie działo, nie wraca”, bo wtedy to dopiero wiesz, jak beznadziejna jest Twoja sytuacja… Tak uniknęłam szpitala po raz „minus pierwszy” i tej historii na pewno na razie opowiadać nie będę…

Pozdrawiam wszystkich Obłożników, buziaczki!

6 komentarzy “Co zabrać do szpitala na „pierwszy rzut”?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *